5 godzin z niemowlakiem

Może na to nie wygląda, ale ja dzieci lubię. Co prawda do posiadania swoich nie mogę się przekonać, ale jak mi raz na ruski rok ktoś podrzuci, to jest ok. Dzisiaj miałam przyjemność z bezzębnym półroczniakiem. Ten typek nie ukrywa, że mnie lubi. Za każdym razem kiedy się widzimy, to wyszczerza te swoje dziąsełka i rechocze. Aktualnie złote dziecko. Siedzi, śmieje się, nie zawraca dupy. Zostajemy sami, bo jego rodzice wychodzą do kina. Oni do niego pa pa, on rechocze. Nie jestem przesadnie uczuciowa, ale widoczek całkiem pozytywny. Damy sobie Młody radę!

niemowlak

Jako osoba „niezdecydowana na dziecko” rozważam sobie wszystkie plusy i minusy. Postanowiłam poobserwować, co się zmienia w życiu codziennym, jak ma się jeszcze na pokładzie takiego szkraba.

Obserwacja nr 1

Jak siedzi obok i się rechocze sam do siebie, to nie ma żadnego problemu, żeby nawalać Zombiaki w PvsZ. Z nim na kolanach trochę gorzej, bo próbuje zjeść mi pada.

Wniosek: dziecko w graniu wcale nie przeszkadzało. 1:0

Obserwacja nr 2

Miał ze sobą kilka zabawek, które po kolei pakował do buzi. Interesowały go do momentu, w którym zobaczył sklepową gazetkę na stole. Gniótł, szeleścił, darł, chichrał się.

Wniosek: najlepsze zabawki są darmowe! 2:0

Obserwacja nr 3

Złapał smoka, czyli czas na drzemkę. Wystarczyło zmienić pozycję z siedzącej na leżącą i przykryć kocykiem. Zasnął. I byłby kolejny punkt za, ale po 20 minutach zobaczyłam otwarte ślipka i uśmiech wyspanego dziecka.

Wniosek: dzieci mają nieznany mi skill „szybka regeneracja”. Bez punktów. Zazdroszczę im.

Obserwacja nr 4

Nie ogarniamy w pieluchy. Zaniosłam go swojemu samcowi na komisyjne wąchanie i ustaliliśmy, że lepiej sprawdzić. I w tym miejscu przepraszam Cię Młody za te przekleństwa, ale no jak tak mogłeś, no? Nie dało się zrobić tego o zapachu fiołków?

Wniosek: kocie rozwolnienie to pikuś przy niemowlęcym ładunku. 2:1

Obserwacja nr 5

Ludzkie dziecko vs koty. Moje dwa futra na początku schowały się pod łóżko (normalna reakcja na obcych w domu), a potem nieśmiało wyszły przyjrzeć się małemu człowiekowi. Ich wzrok mówił: matka, ty chyba oszalałaś, że chcesz sobie takiego stworka do domu sprowadzić. Ono nam powyrywa futerko, albo nie daj boże pożre.

Wniosek: sorry ludzkość, ale zdanie moich kotów jest dla mnie ważne – 2:2

Jak widać, spór dalej nierozstrzygnięty. Możemy sobie tak śmieszkować, ale serio naprawdę trudno jest podjąć taką decyzję rozważając wszystkie za i przeciw. A jeśli moje rozważania idą w stronę absurdu, to chyba jednak znak, że jeszcze nie pora.

Niedzielnik #1

Czasami dopada mnie mnie stan „w moim życiu nic się nie dzieje” i jakoś mi tak smutno. Potem patrzę do kalendarza, a tam mały sukces w pracy, dwa rodzinne spotkania, kilka treningów i udział w webinariach. Niby to wszystko sobie zapisuję, ale odwracam kartkę w kalendarzu na następną stronę i tabula rasa, tak jakby nic się nie wydarzyło. Moje życie takie nudne. A guzik prawda!

rowerowo

Przejechałam w tym tygodniu 80 km i spaliłam 2500 kcal, czyli więcej niż całodzienne zapotrzebowanie na kalorie. Ja tam jestem z siebie dumna. Jestem zakochana w moim Krosiku i mam nadzieję, że to będzie miłość na lata. Powoli kompletuję sprzęt do niego: w tym tygodniu udało mi się kupić na wyprzedażach licznik za bezcen. Liczę, że niedługo uda mi się kupić porządny kask i oświetlenie.

Jak już jesteśmy przy sporcie, to wspomnę o jodze. Przeczytałam ostatnio malutki poradnik i mi się zachciało. Tzn. chce mi się od kilku lat, ale nie mam odwagi. Buszując na wyprzedażach w Decathlonie, kliknęłam legginsy do jogi i mam nadzieję, że jakoś mnie to zmotywuje do praktyki. Planuję zacząć w domu, a jak poczuję że moje mięśnie nabrały jakiejkolwiek elastyczności, to może zapiszę się do szkoły.

cicha kwatera kaplica cmentarna

Zaletą roweru jest niewątpliwie łatwość dotarcia do ciekawych miejsc. Całkiem niedaleko od mojego domu jest jeden z największych cmentarzy w Europie. Może się wydawać, że nie jest to idealne miejsce na spacer, ale w weekendy przyciąga tłumnie szczecinian. Bo to po prostu ogromny park, w którym zawsze jest coś do odkrycia. Ostatnio udało mi się odnaleźć Cichą Wodę – niby na tamten świat się jeszcze nie wybieram, niby chce być skremowana, ale uwierzcie – widoki są tam całkiem niezłe 😉 A kaplica przypomina mi zamek z Disneylandu, ładna prawda?

najlepsze prezenty

Są wakacje i ludzie wkoło jeżdżą po Polsce/po świecie. Bardzo miło, że o nas pamiętają i przywożą nam pamiątki – serio, czasem aż mi głupio, że my nigdzie nie jeździmy i nie możemy się odwdzięczyć. Wszystkim przejadły się już wszelkiego rodzaju kurzołapy, więc ku naszej uciesze dostajemy baaaardzo użyteczne pamiątki.  W tym roku mamy pomieszanie Czech, Grecji, Chorwacji (do zdjęcia nie załapał się kubek i ściereczka) i polskiego morza. I wiecie co? Właśnie takie przedmioty tworzą domową atmosferę 🙂

book crossing

Może to miejsce nie wygląda, ale jest bardzo użyteczne. W końcu pozbyłam się stosu książek, które niepotrzebnie zajmowały miejsce w mojej biblioteczce. W zamian wzięłam sobie totalnie odmóżdżającą lekturę – po 30 stronach nienawidzę głównej bohaterki. Pewnie przeczytam, ale na pewno trafi z powrotem do punku bookcrossing. Jak to się nazywa po polsku? Punkt wymiany książki? Dziwnie brzmi, ale idea jest po prostu super! 🙂

Na początku wspominałam o webinarach. Część słucham jednym uchem, ale ten o Canvie od Pauliny bardzo dużo mi pomógł.

Z innych miejsc w sieci, które chciałabym polecić to:

Na dziś to koniec, mam nadzieję, że przyszły tydzień będzie spokojniejszy, ale bardziej efektywny.

 

Dni Morza 2016 i Festiwal Foodtrucków

Szczecin NIE leży nad morzem, ale coś tam jednak z morzem mamy wspólnego. Jest port, jest Akademia Morska i oficjalna granica wód morskich. Co roku mamy też Dni Morza. To taka spora impreza, podczas której cumują u nas duże statki, jachtowce i malutkie łajby praktycznie z całej Europy.

DSCN4157

Nie jestem entuzjastką imprez masowych i zwykle nie uczestniczę w tego typu wydarzeniach. Większość wydarzeń towarzyszących po prostu mi nie leży, ale absolutnie nie jest to powód, żeby je krytykować – po prostu nie moje klimaty. W tym roku jeden z punktów programu sprawił, że serce zabiło mocniej, a żołądek na samą myśl miał orgazm: I Festiwal Smaków Food Trucków. Daleko mi do krytyków kulinarnych, ale dobrego jedzenia w swobodnej atmosferze nigdy nie odmówię.

DSCN4150

Festiwal odbywał się na Łasztowni, czyli takiej ogromnej wyspie międzyrzecznej. Od jakiegoś czasu wraca tam życie i mocno kibicuję inicjatywie stworzenia tam kulturalnego serca miasta. Cieszę się, że z roku na rok dzieje się tam coraz więcej, np. taki zjazd Food Trucków. Było ich kilkanaście, zjeść chciałam praktycznie z każdego, ale zdrowy rozsądek kazał się ograniczyć tylko do kilku.

Na pierwszy ogień poszły krewetkowe pierożki tybetańskie z Mamo-Smak. Zjadłam, ale miałam nadzieję na coś bardziej wyrazistego w smaku.

DSCN4171

Potem przyszedł czas na danie główne – padło na hawajską tortillę od „W pytę mięska”. Genialne połączenie kurczaka, ananasa i kukurydzy, a do tego jeszcze chrupiąca tortilla – om nom nom! Niezależny obserwator chwalił też wersję wiejską.

DSCN4183

Na deser zaszalałam we Fragoli. Bajeczny samochód z mnóstwem owoców w czekoladzie – istny American Dream. Miałam ogromny problem z wyborem, ale w końcu zdecydowałam się na gruszkę w białej czekoladzie i papryczkę chilli w mlecznej. Grucha była zacna, ale przy papryczce odpadłam po pierwszym gryzie. Wolę czekoladę z chilli niż chilli z czekoladą.

DSCN4191

Drugiego dnia już tak nie szalałam i postawiłam na klasyki. Przekonałam się w końcu (po kilku próbach) do frytek Belgijskich (Belgijki). Z gęstym sosem czosnkowo jakimś smakowały wybornie. Chrup Chrup.

IMG_20160611_124827

Udało mi się też ukraść gryza burgera Karmelito. Dużo mięcha, dobra buła i niespotykany smak sosu – dobre to było!

IMG_20160611_130703

Spróbowałam też pieczonych kasztanów od Pana Kasztana. Smakowały jak słodkie ciasto ziemniaczane. Nie pytajcie co to jest ciasto ziemniaczane, bo nie wiem.

DSCN4193

Najadłam się, więc byłam szczęśliwa. Tak naprawdę to Food Trucki sprawiły, że w ogóle pojawiłam się na Dniach Morza.  I wiecie co? Mimo tłoku całkiem mi się podobało. Poczułam odrobinę morskiej atmosfery, dobrze zjadłam i pobawiłam się na wesołym miasteczku – jak tu nie być zadowolonym?

wesołe miasteczko, szczecin, dnimorza

Dlaczego w Polsce nie może być normalnie?

Kocham swoją Ojczyznę, serio. Ale coraz częściej zdarzają mi się chwilę, kiedy mam ochotę cytować Pilsudskiego: „naród wspaniały, tylko ludzie kurwy”.

IMG_7786-1800x1200-970x500

Narzekamy na polityków. Narzekamy na bezduszne prawo, na ZUS, NFZ itd. Zawsze to ONI są ci źli, a my biedni uciskani przez własne państwo. A co oprócz narzekania robi Polak? KOMBINUJE! Bardzo szanuję osoby, które potrafią zrobić coś z niczego, ale niestety taki rodzaj kombinowania jest już rzadkością. Teraz kombinuje się tak, żeby mi było dobrze, a innym pięć razy gorzej.
Nasze prawo jest zajebiście zawiłe. Bo gdyby było proste jak drut, to Polak znalazłby 1000 sposobów jak je obejść. A jak jest tak zaplątane, że nawet ten co je wymyślił nie wie o co chodzi. Dzięki temu trochę kombinatorów odpada.
Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, co nigdy nie nagiął przepisów dla swoich korzyści. Czy to załatwiając sobie po znajomości szybszy termin do lekarza, czy też opowiadając kontrolerowi niestworzone dzieje biletu, który zaginął. Jak wszystko się uda, to o sprawie zapominamy raz dwa. A jak nam się nie uda, to psioczymy na ogromne kolejki i zły stan komunikacji miejskiej. Dniami, miesiącami, latami… Zdradzę Wam tajemnicę – ktoś zakombinował lepiej niż Wy.
Wszystko zależy od ludzi. To zwykli ludzie są politykami, urzędnikami, lekarzami. Mijamy ich na ulicach. Rożnicą pomiędzy nami a nimi jest skala kombinowania. Oni „mogą” troszeczkę więcej. Następnym razem jak będziesz miał ochotę sobie ponarzekać, to przypomnij sobie, co Ty ostatnio wykombinowałeś. Potem pomnóż to przez ich możliwości. Jutro usłyszysz o tym w telewizji.
To dlaczego w Polsce nie może być normalnie? Bo byśmy pomarli z nudów.

Czy naprawdę chodzi o równouprawnienie?

Przez ostatnie lata dość dużo i głośno mówi się o równouprawnieniu kobiet. Rzadko zwraca się jednak uwagę na to, jak w tym równym świecie powinien traktowany być mężczyzna. Mam wrażenie, że niektóre kobiety równouprawnienie rozumieją na równi z ukaraniem facetów za błędy (?) poprzednich pokoleń. Kochane, nie tędy droga!

 4TDHSPIMJ6

Chcemy żyć w świecie, gdzie kobieta i mężczyzna są sobie równi. Trzeba mieć jednak świadomość, że to tylko utopia. Różniliśmy się, różnimy i będziemy różnić, chociażby ciałami. Pewne cechy częściej występują u mężczyzn, a inne u kobiet – to sprawka biologii, genów i tysięcy lat ewolucji. Musimy to po prostu zaakceptować i uszanować. I pamiętać, że żadne cechy nie są zarezerwowane tylko dla jednej płci. Powszechnie uważa się, że dla kobiet liczą się uczucia, za to mężczyźni lubią, jak łechta się ich EGO. Coś w tym na pewno jest. Trzeba tylko pamiętać, że to kwestia bardzo indywidualna. Emocjonalni mężczyźni i kobiety przekładające ambicje nad uczucia także istnieją i chwała im za to.

Kobiety z jednej strony chcą być traktowane na równi z mężczyznami, ale jednocześnie wymagają większego szacunku dla swojej płci. Coś na zasadzie: my możemy wszystko, a wy róbcie to samo + to, co każdy prawdziwy mężczyzna powinien robić. Hola! Równo znaczy równo. Nie powinny więc dziwić ani zniesmaczać następujące sytuacje:

  • mężczyzna siedzi w samochodzie, a kobieta zmienia koło

  • mężczyzna umalowany, w sukience lub na szpilkach – a nawet wszystko razem

  • mężczyzna chodzący na zwolnienia lekarskie na dziecko

  • mężczyzna zajmujący się domem

  • mężczyzna zarabiający kilka razy mniej od partnerki

  • mężczyzna interesujący się modą czy szydełkowaniem

  • mężczyzna lubiący dostawać kwiaty od kobiety

  • mężczyzna płaczący na komediach romantycznych

  • mężczyzna robiący sobie operacje plastyczne

  • mężczyzna w stringach

  • mężczyzna bojący się myszy itp.

    7FE6BAFDCD

    Niektóre jednak, delikatnie mówiąc, wydają nam się trochę nienormalne lub wstydliwe, prawda? „Bo facet to ma być jednak facet, a nie jakiś zniewieściały typek.” Jeśli tak uważasz, to nie oburzaj się na mężczyzn, chcących by ich kobieta zajmowała się domem i wychowywaniem dzieci. Duże uproszczenie, bo przecież samiec alfa raczej nie zwiąże się z wojującą feministką.

    Jeśli chcemy równego traktowania, to nie oczekujmy od mężczyzn zachowań określanych jako męskie. I nie krytykujmy, ani nie kamieniujmy w myślach, kiedy mężczyzna nie przepuści nas w drzwiach czy nie pomoże wnieść walizki po schodach.

    Wracając do równouprawnienia, to czasem zastanawiam się, czy to nie kobiety kobietom zgotowały taki los. Przecież wobec prawa wszyscy jesteśmy równi (pomijając pewne przywileje dla kobiet związane z urodzeniem/karmieniem dziecka). Podobno jednak kobiety zarabiają mniej i ciężej znaleźć im pracę. Kiedyś też czułam się tym oburzona, no bo jak to?! A potem posłuchałam sobie jak pewne panienki na początku chwaliły się jak to dobrze znosiły ciążę, a potem zaczęła się licytacja, która to szybciej poszła na zwolnienie lekarskie. Wygrała ta, co na jednej wizycie potwierdziła ciążę i od razu dostała zwolnienie lekarskie. Podejrzewam, że nie były one wyjątkami, więc przestałam dziwić się pracodawcom, że wolą zatrudniać mężczyzn. Zdarzyło mi się też trochę w życiu popracować w damskim towarzystwie i im wyżej w hierarchii była kobieta, tym bardziej trzeba było uważać na… jej humory. Smutna prawda. Chcę wierzyć, że te przykłady to tylko wyjątki potwierdzające regułę, że kobiety są równie dobrymi pracownikami/pracodawcami jak mężczyźni.

    paper_people_free_photo1-690x457

    A może po prostu warto przestać myśleć o ludziach w kategoriach płci? Jesteśmy po prostu ludźmi, każdy z nas ma określone umiejętności, cechy charakteru i indywidualną wrażliwość. I to właśnie te cechy powinny decydować o tym, czy nadajemy się na konkretne stanowisko, a nie to, że należymy do konkretnej płci. Po prostu się szanujmy, wszyscy wszystkich. I uczmy tego szacunku swoje dzieci, najlepiej dając dobry przykład.